Witamy w Piekle. Rozdział 25 - Oddech
Jedyną rzeczą świadczącą o niedawnym oblężeniu była czarna maź, właśnie wnikająca w ziemię. Technicy sprawdzali sprawność wieżyczek i wymieniali uszkodzone elementy. A było tego sporo, biorąc pod uwagę liczbę przeciwników. Szczególnie po dupie dostała obrona przeciwlotnicza. Brex, Vertis, Garanil, Vincent i Velira stali nad zwłokami Entiriego. Vincent ostrożnie podniósł kamień dusz z ziemi i owinął go w specjalną tkaninę. – To co teraz? – zapytał Brex, zapalając fajkę. – Przydałoby się go chyba pochować – rzucił luźno Vertis. – Dobry był z niego człowiek… i jeszcze lepszy obieżysfer. Chyba najlepszy, jakiego znałem – powiedział smutno Garanil, ocierając łezkę. Po chwili jednak kontynuował wesołym tonem: – Dobra! Wskrzeszamy go! Ile będzie się tak wylegiwał. – Jesteś pewien, że chcesz to zrobić tutaj? Nie będziemy w stanie wysłać go na urlop! – skontrował Brex. – Ta, a potem będzie nam suszył głowę, że za długo nam zeszło. Wskrzeszajcie go tutaj, przekonam go do urlopu! – powiedzi...