Witamy w Piekle. Rozdział 30 - Zmiana planów
Minęły cztery dni od przybycia do jaskini.
Entiri siedział pod ścianą tunelu prowadzącego na Dysmerię. Mała, świecąca kulka unosiła się przy suficie, oświetlając skromny obszar wokół niego.
Do tej pory wszystko wydawało się normalne.
O ile można mówić o normalności w jaskini ze starożytnymi ruinami pełnymi potworów, które próbują cię zabić.
Nie wspominając już o mgle przy suchym powietrzu i tunelu, który przepuszcza tylko w jedną stronę.
– W co ja się wpakowałem… – westchnął głęboko.
Znowu otworzył notatnik i zaczął przeglądać zapiski.
Zarówno on, jak i reszta ekipy mieli absolutną pewność co do sposobu wyjścia z jaskini.
„To na pewno jest jak Redwood Cove. Wystarczy rozgryźć anomalię.”
Ktoś jednak miał wątpliwości.
Mały zwiadowca przypisany do tej misji – trzmiel Pyłek.
Dzisiaj, około drugiej w nocy, Pyłek powiedział Entiriemu o swoich wątpliwościach.
Mgła trwała odrobinę dłużej i sięgała trochę dalej każdego dnia – to były niezaprzeczalne fakty. Nic nie mogli z tym zrobić.
Jednak Pyłek miał też wątpliwości odnośnie tunelu. Powiedział, że powoli przestaje to pasować do raportu.
Entiri chciał go przez chwilę zbyć – bo co ten trzmiel może wiedzieć? To Kosa był w Redwood Cove i z własnego doświadczenia wiedział, jak działa ten tunel.
Jednak jeśli jest coś, czego nauczył się przez wieki bycia obieżysferem, to jedna rzecz:
„Nie bierz niczego za pewnik.”
Dlatego cierpliwie wysłuchał tego, co miał do powiedzenia trzmiel, a potem zaczął przeglądać notatki.
Niedługo później Pyłek zasnął, więc Entiri włożył go do hamaczka w swoim namiocie, złapał parę godzin snu, a o siódmej poszedł do tunelu sam.
Powiedział o tym Garanilowi i dodał, że nie ma pojęcia, kiedy wróci.
I w ten oto sposób siedział w tunelu już drugą godzinę, uparcie myśląc nad problemem, a nie rozwiązaniem.
Znowu.
Po kolejnych piętnastu minutach siedzenia w końcu postanowił ruszyć tyłek i wziąć się do realnej roboty.
Pustymi rozważaniami niczego nie rozwiąże. Pora użyć mózgu.
Był obecnie przy drugim znaczniku. Ruszył w głąb tunelu z notatnikiem w jednej ręce i drogomierzem w drugiej. Miał tylko jeden cel: obalić albo potwierdzić wątpliwości trzmiela.
Pierwszą anomalię napotkał po pięciu minutach marszu.
Mała spirala z miedzianego drutu leżąca na ziemi. Łatwa do przeoczenia i nowa.
Dlatego Entiri zapisał dokładnie, gdzie ją spotkał, po czym odwrócił się i ruszył w drugą stronę.
To zawsze była pierwsza reakcja. W tunelu Redwood Cove odwrócenie się i ruszenie w stronę, z której przyszedł, najczęściej posuwało go dalej.
Tutaj jednak rzadko kiedy to działało.
Kiedy zobaczył drugi znacznik, zrobił adnotację w dzienniku i ruszył w głąb tunelu, żeby spróbować ponownie.
Szukał jednej, konkretnej anomalii, która zwróciła uwagę Pyłka.
Paczki papierosów pod ścianą.
***
Ostatnia godzina minęła mu bez sukcesów. Owszem, udało mu się przejść za trzeci znacznik, kiedy trafił na pręt zbrojeniowy wbity w lewą ścianę.
Jednak tym razem posuwanie się dalej nie było jego celem.
– Gdzie jest ta pieprzona paczka fajek, kiedy jest potrzebna?! – krzyknął zirytowany.
Po chwili na porowatej ścianie jaskini zobaczył namalowany czerwony znak stopu.
W dodatku napisany cyrylicą.
– Aha… to już trzeci dzisiaj – rzucił pod nosem, idąc dalej.
Przy poprzednich dwóch razach próbował się na chwilę zatrzymać oraz zawrócić.
Nie zadziałało.
Chwilę później znów zobaczył trzeci znacznik.
– Szlag… następnym razem go rozwalę.
***
Usłyszał trzask komunikatora, a po chwili głos Garanila.
– Nie chcę psuć ci jazdy, Gwiazdeczko, ale mamy dwudziestą trzecią i mgła się rozwiała. Może wrócisz do obozu na noc?
Entiri westchnął głęboko.
– Czyli już ta godzina, co? Dobra, zaraz będę.
Rzucił jeszcze raz okiem na czwarty znacznik, po czym odwrócił się i ruszył w stronę ruin.
***
Kiedy dotarł do obozu, czekały na niego dwie osoby.
Garanil oraz Striker w ciszy popijali herbatę, wpatrując się w żółto-pomarańczowe płomienie ogniska i wsłuchując się w trzask suchego drewna.
Kosa się nie odezwał – po prostu się do nich dosiadł, a Garanil bez słowa nałożył mu porcję gulaszu.
Entiri przyjął posiłek z wdzięcznością. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, jak bardzo był głodny.
Miał zapasy, ale był tak zajęty badaniem tunelu, że zapomniał o takich rzeczach jak głód.
Kiedy skończył posiłek i odłożył miskę, Garanil ponownie postanowił się nim zaopiekować, podając mu kubek z gorącą herbatą.
Entiri przyjął podarunek i upił łyk.
Dopiero teraz odezwał się Striker.
– Dlaczego poszedłeś do tunelu sam?
– To bardzo proste. Miałem poważną rozmowę z Pyłkiem. Trzmiel ma wątpliwości odnośnie tunelu.
– A co on może wiedzieć o tunelu? Jest młodym zwiadowcą, powinien wykonywać rozkazy – stwierdził ostro Striker.
W takich chwilach wojskowa przeszłość tego erutilianina dawała o sobie znać. Entiri jednak w pełni to rozumiał.
– Ta… a za każdym razem, kiedy tak stwierdzam, ta decyzja wraca później, żeby dziabnąć mnie w tyłek. Dlatego ugryzłem się w język i wysłuchałem jego wątpliwości – odparł gorzko Kosa.
– Więc poszedłeś do tunelu, żeby obalić lub potwierdzić jego wątpliwości. A poszedłeś sam, żeby nic cię nie rozpraszało. Czego się dowiedziałeś? – zapytał Garanil.
Entiri bez słowa otworzył notatnik na pierwszym wpisie z tej samotnej wyprawy.
Garanil zaczął powoli czytać zgrabne, pochyłe pismo przyjaciela. Potem coraz szybciej i szybciej, kartka za kartką.
Kiedy skończył, podał notatnik Strikerowi.
– Sto trzydzieści osiem prób przejścia za czwarty znacznik i zero sukcesów. Dodatkowo większość z nich wykonana przy dobrze znanych anomaliach – podsumował sucho Entiri.
– Ale przecież to bez sensu! Jest mgła, są Mglaki, jest tunel… wszystko pasuje do raportu z Redwood Cove! Czyli nie ma innego wyjścia jak tunel! – zirytowany Striker podniósł delikatnie głos.
– Myślisz, że jestem zadowolony z tych nowin? Utknęliśmy w Ravenloft, a to ssie – odparł ponuro Kosa.
– Ee… gdzie niby utknęliśmy? – zdziwił się Striker.
– Musisz się zainteresować DnD, spodoba ci się. Wracając do tematu, nie sądzę, żeby tunel był wyjściem – odpowiedział luźniej Entiri.
– Przecież nie ma stąd innego wyjścia. Wedle twojego raportu w Redwood Cove też nie było.
– Ale tam nie było też podziemnego labiryntu ani dzieciaka w tymże labiryncie – wciął się Garanil.
– Wy serio uważacie, że w tym labiryncie jest dodatkowe przejście na Dysmerię? – zapytał Striker.
Striker wyraźnie miał problem ze zmianą perspektywy.
Zarówno Garanil, jak i Entiri doskonale to jednak rozumieli. Striker jest byłym wojskowym z Erutil i obieżysferem został stosunkowo niedawno.
Dodatkowo dołączył do SGE, które znane było ze swojej wojskowej struktury.
Strikerowi brakowało tego, czego obieżysferzy uczą się z czasem.
Elastyczności.
– Po pierwsze: nie możemy odrzucić takiej możliwości. A po drugie: nie na Dysmerię, tylko na Endorę – odpowiedział Kosa z psotnym uśmiechem.
Strikera kompletnie zatkało. Przez kilka chwil siedział w ciszy, przetwarzając otrzymaną informację.
– Zakładasz, że Eron znalazł się tutaj bez przechodzenia przez Dysmerię… – powiedział powoli, kiedy skończył myśleć.
– Mhm… oczywiście, dalej istnieje możliwość, że wypadł przez wir wymiarowy, znalazł jaskinię, przeszedł przez nią, zszedł na piąte piętro labiryntu. I to wszystko bez zostania upolowanym przez jakąś poczwarę oraz bez bycia wykrytym przez nas.
– Jednak jeśli labirynt jest połączony z Endorą, to jest to poważny problem i trzeba to jak najszybciej wykluczyć lub potwierdzić. Ja jestem za tym, żeby darować sobie na razie tunel i iść do labiryntu – powiedział Garanil.
Entiri dopił herbatę, po czym wstał od ogniska.
– Dobra, ja lecę złapać trochę zetek. Szczegóły całości obgadamy jutro. No i jeżeli się sprawdzi, to będzie trzeba wymyślić porządny pseudonim operacyjny dla Pyłka.
– A to niby dlaczego? Pyłek to dobre imię, pasuje do niego – odparł Garanil.
– Nie zmienia to faktu, że on tego imienia nie lubi. Często pisał o tym w pamiętniku. Imienia mu nie zmienimy, ale możemy mu dać pseudonim, który pokocha. Miłych snów – odpowiedział Entiri, wchodząc do namiotu.
Położył się w swoim śpiworze, zbyt zmęczony na nocne posiedzenia przy kartach.
***
Nazajutrz wzięli się do roboty. Na początek musieli wyjaśnić reszcie drużyny swoją decyzję oraz to, co do niej doprowadziło.
– Ja rozumiem, że sytuacja jest dość poważna, ale nie przesadzasz aby? Gówniarz się nie zna i… – Struna chciał kontynuować wypowiedź, ale Łuska zatkała mu usta dłonią.
– Chciał powiedzieć, że nasz zwiadowca jest stosunkowo młody i przydałoby się, żeby nabrał trochę doświadczenia przed wygłaszaniem opinii na tak skomplikowane tematy – powiedziała dyplomatycznie Łuska.
Pyłek był z tego faktu wielce niezadowolony i nie omieszkał nawtykać krasnoludowi, bzycząc głośno przed jego twarzą.
A przynajmniej tak myślał Entiri. Nikt w towarzystwie jeszcze Pyłka nie rozumiał.
– Ale Pyłek jest equliańskim ćmielem! One są bardzo mądre, moim zdaniem powinniśmy go posłuchać – odezwał się Eron, który siedział na kolanach Iskry.
Pyłek bzyknął, po czym zaczął latać wokół Erona, finalnie lądując na jego głowie.
– Dzieci i trzmiele głosu nie mają – tym razem nikt nie zdążył powstrzymać Struny.
Pyłek już zamierzał ponownie nawtykać krasnoludowi, ale Eron go złapał i zaczął delikatnie głaskać.
– No już, już, pan krasnolud się nie wyspał i jest trzeźwy, więc bredzi.
To stwierdzenie sześcioletniego chłopca wzięło Strikera z zaskoczenia. Dowódca drużyny z całej siły starał się nie roześmiać.
Po chwili jednak tę walkę przerwał i jaskinię wypełnił rechot mężczyzny.
Krasnolud był tym wyraźnie zażenowany, ale nie mógł tego nie docenić, więc też uśmiechał się delikatnie pod nosem.
Kiedy Striker przestał się śmiać, Entiri podjął temat.
– Owszem, Pyłek jest młody… i co z tego? Każdy z nas kiedyś był, a niektórzy dalej są. Nie zmienia to faktu, że wolę ocenić opinię na podstawie faktów, a nie wieku opiniodawcy. A fakty są takie, że w tym labiryncie może być przejście na Endorę.
– Właściwie to zastanawiam się, jakim cudem nie połączyliśmy wcześniej kropek. Pierwszą rzeczą, jaką powinniśmy zrobić po uratowaniu Erona, było poszukiwanie przejścia, a nie zabawa z tunelem. Jeżeli na Endorze trwa wysyp potworów, to mam tylko nadzieję, że straty nie są zbyt duże – powiedział spokojnie Garanil.
Łuska, Struna i Iskra dopiero teraz zrozumieli powagę sytuacji i niechętnie pokiwali głowami.
– Skoro to już ustalone, to ruszamy do labiryntu. Kto zostaje w tej jaskini z Eronem? – zapytał Entiri.
– Pani jaszczur ze mną zostaje, prawda? – zapytał niewinnie Eron.
– Skąd to przypuszczenie? – rzucił zdziwiony Striker.
– Nosi torbę medyczną, czyli jest głównie lekarzem. Lekarze są potrzebni po walce. Tak to działa w kreskówkach!
– Ciężko się kłócić z tą logiką. Chętnie popilnuję tego małego mądralińskiego – odparła Łuska, biorąc go na kolana.
– Ja też zostanę. Labirynty to nie moja bajka – dodał Vincent.
– Czyli ustalone. Reszta ma się przygotować i za piętnaście minut ruszamy w głąb labiryntu – zarządził Striker.
– Eron… czy wchodziłeś albo schodziłeś po schodach w labiryncie? – zapytał lekko Entiri.
Chłopiec zamyślił się przez chwilę, po czym kiwnął głową.
– Wchodziłem po schodach… chyba dwa piętra… a bo co?
– Czyli obudziłeś się na siódmym piętrze. Było tam coś dziwnego? – zapytał Garanil, rozumiejąc intencje Kosy.
– Nie jestem pewien… było ciemno…
– To nic, nie wracaj do tego. Przynajmniej mamy jakąś podpowiedź, gdzie szukać – powiedział Entiri, wstając od ogniska.
Reszta poszła w jego ślady. Musieli przygotować się do zejścia w dół.
Komentarze
Prześlij komentarz