Witamy w Piekle. Rozdział 16 - Lizanie ran

 

Świadomość wróciła do niego nagle. Zerwał się do siadu, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu.
Był w delikatnie oświetlonym pokoju, którego ściany, podłoga i sufit pokrywała miękka pianka. Od podłogi do połowy ścian miała kolor świeżej trawy, by subtelnie przechodzić w błękit nieba. Na suficie dało się nawet dostrzec białe plamki, niby chmury.
Siedział w białej pościeli rozłożonej na podłodze. Dorzucili nawet dociążony koc.

No tak, użyłem kamienia, więc wrzucili mnie do oddziału zamkniętego… logiczne.

Moc kamienia świata uzależniała bardzo szybko i zdarzały się sytuacje, w których uzależniony szukał kamienia nawet będąc nieprzytomnym. Nie wiedzieli, czy Entiri się uzależnił, ale lepiej było zachować ostrożność.

Kosa zaczął sobie powoli, acz metodycznie, przypominać wcześniejsze wydarzenia. Stacja… kryształ… I wtedy go olśniło.
Zaczął chichotać, po chwili coraz głośniej, aż przeszło to w szczery, serdeczny śmiech, który po chwili przerodził się w rechot obłąkanego szaleńca.

Nie minęło pół minuty, kiedy drzwi do sali się otworzyły. Wpadło przez nie dwóch ochroniarzy, jeden z nich niósł kaftan bezpieczeństwa. Za nimi wszedł starszy lekarz ze zmartwioną miną. Ostatni był Brex, który zamknął za sobą drzwi.

– Entiri… możesz powiedzieć nam, co cię tak bawi? – zapytał lekarz spokojnym tonem.

Kosa padł z powrotem na łóżko, starając się powstrzymać śmiech.

– Chyba mu kompletnie odbiło od tego kryształu – rzucił Brex.
– Nie, nie, szalony byłem wcześniej… dajcie mi chwilę – odpowiedział Entiri w przerwie pomiędzy falami śmiechu.

Uspokoił się po jakiejś minucie. Kiedy przestał się śmiać, spojrzał na Brexa rozbawionym spojrzeniem, z szerokim uśmiechem na twarzy.

– Ten cień, który próbował cię zabić, nie był wcale cieniem… to był żniwiarz – powiedział Entiri.
– Co w związku? I co w tym zabawnego? – Brex wyraźnie nie nadążał za tokiem myślenia Kosy.
– A to, że skoro jest żniwiarz, to jest też możliwość, że to on wyrżnął grupę Deyera…

To stwierdzenie uderzyło Brexa niczym rozpędzony tir  aż musiał oprzeć się o framugę.

– Jeśli tak, to ich dusze można odzyskać… wystarczy dorwać żniwiarza – rzucił cicho Brex.
– Nie udało mi się go zabić, tylko odrzuciłem. To zdecydowanie bardzo dobra informacja – powiedział Entiri, wstając z łóżka.

Zakręciło mu się w głowie, więc oparł się o ścianę.

– O kurwa… ale odlot. Ile spałem i jak ze mną, doktorze? – zapytał Kosa.
– Czterdzieści cztery godziny i piętnaście minut… i nie jest z tobą najlepiej. Twój organizm jest przeciążony, potrzebujesz dużo odpoczynku i nie powinieneś jeszcze wstawać – odparł rzeczowo lekarz.
– Dodatkowo odłamek… – zaczął Brex, ale Entiri przerwał mu w pół zdania.
– Tak, wiem. Trzymajcie mnie z daleka od tego gówna. Dodatkowo nasi spece od techniki mają mi zrobić taki talizman, którego nie będę w stanie rozebrać – powiedział Entiri, robiąc krok do przodu.

Ten krok nie poszedł po jego myśli, bo noga odmówiła posłuszeństwa i Entiri z impetem wylądował w miękkiej piance na podłodze. Zapadła głucha cisza. Nikt nie wiedział, jak na to zareagować.

– Wiecie co? Po namyśle… jednak sobie jeszcze poleżę – głos Entiriego był przytłumiony przez piankę.

Pozostała czwórka parsknęła śmiechem.

– Pielęgniarka przyniesie ci zaraz lekki posiłek z herbatą… żadnej kawy! – powiedział lekarz, po czym cała czwórka wyszła z sali.

Ej, jak to bez kawy? To niehumanitarne!

***

Po posiłku oraz krótkiej wymianie zdań z pielęgniarką odnośnie samopoczucia, Entiriego odwiedził ktoś jeszcze. Vincent wszedł lekko do pokoju, usiadł obok niego i bez słowa podał mu tablet.
Entiri wziął urządzenie do ręki i zaczął przeglądać raport.

Udało im się zabezpieczyć większość cennego sprzętu. Mieli trochę rannych, ale nie był to problem dla equliańskiej służby zdrowia.
Co ciekawe, słoń wyszedł z całej sytuacji bez szwanku, nawet pomimo intensywnego deptania cieni podczas bitwy.

– Jak tam Bryant i reszta poległych? Wstali już? – zapytał, wciąż czytając raport.
– Tak. Brex ich opieprzył, że nie dostali pozwolenia na zgon.
– W jego stylu. Co z tymi dwoma zabitymi przez sen?
– Mówili to samo co ty. Coś zabiło ich we śnie. A to znaczy…
– Potencjalnie mamy nowy typ przeciwnika albo bestii katastrofy – Entiri westchnął głęboko. Jeszcze tego nam brakowało.

Już chciał oddać Vincentowi tablet, ale ten stuknął w ekran i wyświetlił kolejny raport.

– Zechcesz to obejrzeć – rzucił krótko.

Był to łączony raport kilku instytutów: magicznego, technicznego, magi-techu i geologicznego. Zdarzało im się współpracować, jeśli sytuacja tego wymagała. Dotyczył kryształów, które udało im się wykopać na Dysmerii.

Po kilku pierwszych linijkach Entiri szerzej otworzył oczy i zaczął czytać szybciej. Analizy chemiczne i magiczne, właściwości fizyczne, teorie dotyczące występowania geologicznego. Aż w końcu ostatnia, dość szalona konkluzja.

„Te kryształy są bliźniaczo podobne do materii kamienia świata. Wymagają dalszych testów.”

Ręce opadły razem z tabletem. Nie miał pojęcia, co o tym myśleć.
Z jednej strony, jeśli uda się przerobić te kryształy na kamień świata, można odbudować takie wymiary, w których nie dało się zasadzić drzewa świata. Jak Galtea… na przykład.
Z drugiej strony kamień świata do tej pory był uznawany za coś, z czym nie należy za bardzo kombinować. Obieżysferzy robili to tylko w ostateczności.

– Vincent… co o tym sądzisz? – zapytał po chwili.
– Paranoik mi się załącza. Mówi, że to podejrzane – odpowiedział krótko.
– Czas ataku tylko pogarsza sprawę. Zupełnie jakby cienie broniły tych kryształów – Entiri westchnął głęboko, po czym dodał: – Pustymi rozważaniami niczego nie osiągniemy. Musimy zrobić porządne śledztwo, założyć bazę, która wytrzyma ataki, i dorwać żniwiarza.
– Brex rzucił twoje podejrzenia na stół. Zaczęliśmy szykować drugą ekspedycję. Doktor kazał przekazać, że wypuszczą cię stąd jutro. Do tego czasu masz odpoczywać – Vincent wziął od niego tablet, po czym wyszedł z pokoju.

Entiri położył się i przykrył kocem. Jego myśli krążyły wokół sposobu na szybkie zbudowanie trwałego obozu, aż w końcu odpłynął do krainy snów.

***

Następnego dnia wypisali go ze szpitala. Lekarz wyraźnie zaznaczył, że Kosa ma porządnie odpocząć, bo kolejne przeciążenie skończy się w Centrum Odnowy Biologicznej.
Entiri podszedł do sprawy poważnie… i postanowił zignorować ostrzeżenie. Zdecydowanie za dużo było do zrobienia w kwestii Dysmerii, żeby sobie odpoczywać. Wyśpi się w grobie.
Może.

Przy wyjściu ze szpitala czekał na niego Vincent.

– Trzmielerał Gerum został przypisany do sprawy Dysmerii. Chce cię widzieć na odprawie – powiedział rzeczowo.
– Oj, nie wiem, nie wiem. Lekarz kazał odpoczywać – Entiri chciał się trochę podroczyć z Vincentem.
– Gerum powiedział, że masz się pośpieszyć, bo ci kawa stygnie – odpowiedział Vincent z szerokim uśmiechem.

Kosa nie zamierzał dyskutować. Vincent otworzył portal, a Entiri ruszył za nim jak grzeczna kaczuszka.

***

Sala narad na drugim piętrze Instytutu Kartograficznego przywitała ich znajomym gwarem. Tutaj zawsze się coś działo –  głównie za sprawą urzędującego Geruma. Ten Trzmiel zdecydowanie miał problem ze skupieniem się na jednym zadaniu. Jeszcze nie skończyli problemu z Erutil, a on już zaangażował się w kolejną sprawę.

Przy stole, bardziej z boku pokoju, siedzieli Brex, Bryant oraz Vertis. Trzmielerał zajmował mały fotel, który stał… na stole.

Vincent i Entiri usiedli przy stole. Kosa od razu chwycił kubek z kawą, upił łyk i westchnął z ulgą.

– Zanim zaczniemy, mam pytanie… czemu akurat Instytut Kartograficzny? Myślałem, że to tymczasowa miejscówka, dopóki nie skończą remontu w bazie głównej – rzucił Entiri.
– Bzz bzzt – bzzt.
<< Taki był plan. Remont się skończył… ale spodobało nam się tutaj na tyle, że zostajemy do odwołania. >>

Entiri domyślał się powodów takiej decyzji, ale nie zamierzał drążyć dalej. Grzecznie pokiwał głową i czekał na dalszy rozwój wydarzeń.
Mimochodem spojrzał na Vincenta, którego mimika twarzy podpowiadała Entiriemu, że cowboy praktycznie nie rozumie pobzykiwania Geruma.

No tak, rozumienie trzmieli to proces.

Poklepał go po ramieniu i dał mu znać, że będzie tłumaczyć na bieżąco.

– Bzz bzzt – bzzt.
<< Przechodząc do rzeczy: czytałem raporty. Chcę jednak usłyszeć od was, co poszło nie tak. >>

– Stabilizatory zadziałały i daliśmy radę założyć obóz. Głównym problemem były ataki. Ciągle coś przeszkadzało w rozwoju. Raz mniejsze cienie, innym razem Kolos wpadł na herbatkę… tak się nie da pracować – zrzędził Vertis.
– Zgadzam się z przedmówcą. Jeśli chcemy działać sprawnie na terenie Dysmerii, potrzebujemy fortecy, którą da się obronić. Nie znamy mechanizmów tych cieni, ale zgaduję, że będą tylko silniejsze – dodał ponuro Brex.
– Czyli jak z podkuwaniem konia: szybko, ale dokładnie. Konstruktor dałby radę. Brakuje statku, na którym można go zamontować – rzucił Vincent.
– Bzz bzzt – bzzt.
<< Odpowiedni statek będzie gotowy w ciągu miesiąca. To zdecydowanie za długo. Żniwiarz może uciec. >>
– A może spróbujemy zbudować bazę traditionelle Methoden, a do obrony użyjemy eksperymentalnego mecha bojowego? – Bryant wyraźnie chciał się zrehabilitować po walce z Kolosem.

Entiri zakrztusił się kawą, kiedy to usłyszał.

– Zaraz… mamy mecha bojowego? Dlaczego nikt mi nie powiedział? – rzucił szybko.
– Bzz bzzt.
<< Dopiero wczoraj go skończyli. >>

Entiri zamilkł na chwilę, układając sobie w głowie nowy plan. Każdy przy stole patrzył na niego, licząc na genialny pomysł.

– Potrzebuję jego danych technicznych… i jakie właściwie ma wyposażenie? – zapytał po chwili.

Vincent podsunął mu tablet ze specyfikacją techniczną, którą Entiri zaczął przeglądać.

Wysoki na osiem metrów, szeroki na pięć i pół. Uzbrojony w dwa działa kalibru 122 milimetry, z poszyciem wykonanym z therocretu i zasilany miniaturowym reaktorem fuzyjnym.
Ważąca około osiemdziesięciu ton  mobilna platforma artyleryjska, której głównym zadaniem było zapewnienie wsparcia na średnim i dalekim dystansie.

Co oni znowu wymyślili?

– Wygląda ciekawie… a zamierzaliście to wykorzystać do…? – rzucił Kosa, odkładając tablet.
– Ich weiß nicht. Nie mój projekt, robili go ludzie z inżynieryjnego – odparł krótko Bryant.
– Bzz bzzt – bzzt.
<< Może być świetnym wsparciem na Dysmerii, jeśli znowu napotkacie tego Kolosa. >>
– Odpada. Nie chcę brać eksperymentalnego sprzętu na taką wyprawę, jeśli nie jest to absolutnie konieczne – Brex od razu odrzucił pomysł.
– A ja bym wziął tego mecha – rzucił wesoło Entiri.

Brex patrzył na Entiriego, jakby chciał go zabić na miejscu.

– Ciężko mi to przyznać, ale zgadzam się z Kosą. Odchudzamy konstrukcję, wywalamy uzbrojenie i montujemy zestaw fabrykatora z konstruktorem. W ten sposób nie musimy czekać na statek – powiedział spokojnie Vertis.

Brexa i Bryanta wyraźnie zatkało. Nie wpadli na tak proste rozwiązanie. Vincent pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Bzzt bzz bzz bzzt.
<< To mamy ustalone. Mury wokół bazy możemy wznieść za pomocą magii ziemi. >>

Głośny plask przeszedł przez stół, kiedy w jednym momencie Brex, Vertis, Bryant i Entiri uderzyli się otwartą dłonią w czoło. Vincent poszedł ich śladem, kiedy Kosa wyjaśnił mu, co powiedział Gerum.

– Boże, dlaczego na to nie wpadliśmy? – zapytał zażenowany Bryant.
– Bo poza ogromnymi zasobami wiedzy i inteligencji mamy jeszcze większe zasoby głupoty. Trzeba ją jakoś wykorzystać, nie? – skwitował Entiri.

Nikt nie był w stanie znaleźć kontrargumentu dla tego stwierdzenia, dlatego siedzieli w ciszy przez kilka kolejnych chwil.

– Zabiorę mecha na Endorę. Konstruktor i fabrykator to ich technologia, więc oni zrobią to najlepiej – powiedział Bryant, przerywając milczenie.
– Razem z Vincentem i Vertisem zajmiemy się przygotowaniem porządnej ekspedycji. Czołgi, artyleria, transportery opancerzone. Zero półśrodków, ruszamy na poważnie – dodał Brex.
– Bzz bzz bzzt.
<< Wydam rozkazy do IMT i lotnictwa. Mają przygotować samoloty odporne na falę i przeprowadzić dokładny zwiad. >>

– To ja w takim razie… – zaczął Entiri, ale przerwał mu Gerum.
– Bzz bzz bzz. Bzzt.
<< Wrócisz grzecznie do domu, położysz się w łóżku i odpalisz sobie jakiś serial. Masz wypocząć przed ekspedycją. To rozkaz. >>

Entiri westchnął i pokiwał głową. Mógł zgrywać twardziela, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, w jak kiepskim jest stanie.

W takich chwilach warto posłuchać mądrzejszego.

Wstał od stołu i skierował się do swojego domu na przedmieściach. Dostał rozkaz wypoczęcia i tym razem zamierzał z niego skorzystać.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przygody Entiriego: Echo Erutil. Rozdział 8

Przygody Entiriego: Echo Erutil. Rozdział 4

Przygody Entiriego: Echo Erutil. Rozdział 3