Witamy w Piekle. Rozdział 18 - Rajd
Entiri nie zdążył się nawet rozejrzeć, kiedy wielka, cienista pantera wskoczyła na wieżę czołgu z zamiarem rozszarpania go na strzępy.
Obieżysfer nie spodziewał się tak nagłego ataku, więc nie był na niego przygotowany.Jego wina.
Dalej siedząc na wieży, przywalił przerośniętemu kociakowi pięścią w pysk, a Brex z włazu dowódcy wyciągnął, odbezpieczył i wypalił z beretty prosto w głowę bestii.
Jeden płynny, wyćwiczony ruch.
Pantera straciła siłę w łapach, po czym zsunęła się z pancerza czołgu.
Entiri nie miał czasu do namysłu, kiedy wyskoczył kolejny cień. Tym razem jednak zdążył wyciągnąć miecz i ciąć paskudę w locie. Karabiny maszynowe czołgów natychmiast otworzyły ogień do nadciągających bestii.
– Ile tu tego badziewia? – rzucił Brex, patrząc na coś, co równie dobrze można było określić morzem przeciwników.
– Za dużo – rzucił krótko Entiri, tnąc kolejnego.
– Cała naprzód, rozjechać mi to tałatajstwo! – Brex wydał rozkaz do komunikatora.
Czołgi przyspieszyły. Ryk silników zagłuszył huk karabinów.
Wjechali z impetem w skupisko cieni, a gąsienice zaczęły je mielić jak błoto, więc maszyny zwolniły. Cienie, które cały czas wskakiwały na pancerze, próbując otworzyć włazy, zdecydowanie nie pomagały.
Nie przewidzieli jednak jednego.
Wrogów było po prostu zbyt dużo.
Czołgi stanęły w miejscu.
– Narobimy się! – krzyknął Entiri, zeskakując z pancerza wprost w mrowie przeciwników.
Za nic miał przewagę liczebną nieprzyjaciela.
Wylądował na cienistym tygrysie, przebijając jego głowę mieczem.
Następnie zaczął ciąć wszystko, co się ruszało.
Lewa, prawa, unik, wypad. Czasem zdejmował dwie lub trzy naraz.
Przerażający taniec śmierci.
– Ale on walczy, czy robi sałatkę? – padło z komunikatora.
– Nie ma co patrzeć i podziwiać, trzeba zacząć działać – rzucił Brex, również wyskakując z czołgu, by wspomóc Entiriego.
A za Brexem ruszyła reszta. Każdy obieżysfer, który do tej pory zabijał cienie włażące na pancerz, wskoczył w pole bitwy.
– Tego tałatajstwa nie ubywa! Jakieś pomysły? – rzucił Brex, wymachując swoim toporem.
– Ściany po obu stronach kolumny! – odkrzyknęła Helsi, zmieniając magazynek w swojej pepeszy.
– Wykonać! – Entiri był w stanie wydawać rozkazy nawet w takiej sytuacji.
Sześciu magów, którzy w samym środku kolumny rzucali zaklęcia obronne, natychmiast przyjęło rozkaz.
Uformowanie odpowiedniej formuły zajęło im tylko kilka sekund. Po chwili z ziemi po bokach kolumny, z głośnym rumorem, wyrosły ściany zbudowane z błota i fragmentów skał. Wysokie na osiem metrów, powinny z łatwością powstrzymać każdą bestię, która spróbuje zaatakować od boku.
Reakcja pola bitwy była natychmiastowa. Ilość cieni dookoła zaczęła się drastycznie zmniejszać. Ekspedycja musiała się teraz martwić tylko przodem oraz tyłem. Dzięki zamieszaniu zyskali chwilę oddechu, którą wykorzystali na dobicie cieni kłębiących się między czołgami.
– Co teraz? Ściany po bokach dają nam możliwość okopania się. Może po prostu będziemy je wybijać, aż ilość się zmniejszy? – zapytał Vertis, sprawdzając ilość amunicji na wyświetlaczu karwasza.
– Jak się okopiemy, to ciężej będzie się później ruszyć. Nie mamy pewności, czy ilość tego cienistego badziewia się zmniejszy. Musimy jechać dalej – skontrowała go Elathe.
– Myślcie szybciej, bo od przodu i od tyłu idzie kolejna fala! – krzyk Brexa przerwał ich rozważania.
– Załogi na wozy. Vertis, dowodzisz ariergardą, ja zajmę się przodem. Czołgi, gaz do dechy i wycieraczki na full! – Entiri bardzo szybko dostosował się do sytuacji.
Głośny ryk silników rozniósł się po okolicy, kiedy kierowcy czołgów wykonali polecenie. Gąsienice wgryzły się w piach i resztki cieni, by po chwili wyrwać do przodu. Kosa zdążył wskoczyć na wieżę pojazdu jadącego jako pierwszy.
– Kosa! Nie rozpędzimy się, znowu nas zatrzymają – Entiri usłyszał w słuchawce głos jednego z kierowców.
– Ile szacujesz?
– Chciałbym mieć przynajmniej dziewięćdziesiąt na liczniku.
– Kupię nam czas na rozpęd.
Sześć kart wyleciało z futerału. Entiri zaczął formować zaklęcie, które bardzo lubił, jednak rzadko miał okazję go używać. Poza tym było dość energożerne.
– Kombinacja: wir ognia – szepnął pod nosem, finalizując zaklęcie.
Ogień zaczął zbierać się dookoła, wiatr zawył wysokim piskiem, podsycając płomienie.
Kosa pstryknął palcami.
Ogień zgasł. Wiatr ustał.
Przez chwilę słychać było tylko ryk silników.
Po chwili nastąpił głośny huk. Wiatr zawył tak, jakby chciał znieść wszystko na swojej drodze. Ogień huczał, żądając paliwa.
Przed kolumną znikąd pojawił się wir szalejącego wiatru i gorących płomieni.
Coś, co przypominało ogniste tornado, ruszyło z impetem do przodu. Prosto w falę cieni.
Wietrzne ostrza tworzyły głębokie rany w ciałach cienistych bestii. Czerwone płomienie paliły je na popiół. Nic nie mogło się przedrzeć przez tę nawałnicę.
– Dawno nie widziałem tego zaklęcia. Ile takich możesz jeszcze puścić? – zapytał Brex, siedzący na wieży czołgu obok.
– Jakoś nie było okazji. Jeszcze cztery razy… przy dobrych wiatrach. To zaklęcie jest męczące. Jak daleko do miejsca docelowego?
– Wyszliśmy w tym samym miejscu co zwiad lotniczy. Czyli jakieś pięć kilometrów.
– To będzie długa przejażdżka.
Zaklęcie wygasło po chwili. Ogień zniknął, wiatr ucichł. Zobaczyli kolejną falę bestii.
Po kilku sekundach czołgi z impetem wbiły się w cienie. Gąsienice wgryzały się w przeciwników, mieląc ich na bezkształtną papkę.
Pojazdy zaczęły powoli zwalniać.
Jednak nie zatrzymały się. Przejechały przez falę.
Z trudem, ale się udało.
– Przejechaliśmy, czyli metoda działa. Spadliśmy do trzydziestki. Dałbyś radę puścić kolejny removal? Trzeba się rozpędzić – kierowca rzucił do komunikatora.
– Ktoś tu grał w Hearthstone. Mogę to zrobić, ale nie pociągnę długo takiego tempa. Niedługo ktoś będzie mnie musiał zastąpić, inaczej staniemy – powiedział, przygotowując kolejne zaklęcie.
Po chwili znów pojawiły się płomienie, a wiatr zawył. Proces się powtórzył, zmiatając z powierzchni ziemi kolejną falę.
– To był drugi… Widzę, że magowie w środku kolumny się nie obijają. Dalej tworzą ściany, to powinno nam trochę ułatwić – rzucił Entiri, ocierając pot z czoła.
– Zakładając obecne tempo, mamy jeszcze sześć fal, żeby ustalić inną metodę działania – powiedział Brex.
– W miarę możliwości wolałbym szybciej. Po kolejnym zacznie mnie boleć głowa, a po tym będzie tylko gorzej – odparł Entiri.
– Może zrobimy komorę spalania? – usłyszeli w słuchawkach spokojny głos Helsi.
W tym momencie z impetem wbili się w kolejną falę, przechodząc przez nią z łatwością.
– Nie wiem, co planujesz, ale się pospiesz – powiedział Entiri, sięgając do bukłaka z wodą.
– Rubeus, Saphy, pomożecie mi – odparła Helsi.
Po chwili Entiri zobaczył, jak dwa smokowce wzbijają się w powietrze ze środka kolumny. Co ciekawe, Helsi wisiała spokojnie, trzymana za rękę przez Saphy.
Można wiele powiedzieć o smokowcach, ale zdecydowanie potrafią szybko latać. Nie minęło dużo czasu, zanim cała trójka znalazła się daleko przed kolumną. Kosa wyjął z torby lornetkę polową, aby obserwować realizację „komory spalania”… cokolwiek to znaczyło.
Po chwili to zobaczył. Cieniste bestie z kolejnej fali zatrzymały się, a jakaś niewidzialna siła ściągała je w jeden punkt. Kiedy zagęszczenie cieni na metr kwadratowy osiągnęło punkt krytyczny, Rubeus wykonał kilka gestów rękami, po czym zionął pięknym, błękitnym płomieniem, który pochłonął wszystkie bestie.
Następnie wykonał kolejny gest, po którym ogień zgasł.
Grupka wisiała tak przez chwilę, czekając, aż kolumna nadgoni. Kiedy odległość była wystarczająca, wylądowali na wieży czołgu po lewej stronie Entiriego.
– Połączenie studni grawitacyjnej i smoczego ognia… Dobrze strzelam? – rzucił swobodnie Entiri.
– Szkoda tylko, że jestem wykończona – rzuciła Helsi, po czym zapukała we właz dowódcy.
Właz się otworzył, a lisica wpełzła do środka ze słowami:
– Zdrzemnę się u was.
Po czym kapitan zamknął właz.
– Ile razy jesteście w stanie użyć smoczego ognia? – zapytał Kosa.
– Raz dziennie. Ja swój zużyłem – odparł Rubeus.
– Saphy, chodź no tu, wpadłem na pewien pomysł – rzucił Entiri z szelmowskim uśmiechem.
Czołgi wbiły się w kolejną falę, ponownie zwalniając.
Saphy przeskoczyła na czołg Entiriego.
– Tym razem zwolniliśmy do czterdziestu. Fale chyba się zmniejszają – rzucił kierowca przez komunikator.
– To dobra wiadomość. Saphy, użyj smoczego ognia, żeby wzmocnić moje następne zaklęcie.
Tym razem przed Entirim unosiły się tylko cztery karty. Saphy natychmiast rozpoznała zaklęcie.
– Chcesz użyć fali ognia wzmocnionej smoczym ogniem. To mniej obciążające, ale nigdy tego nie próbowaliśmy – odparła Saphy.
– Zawsze musi być ten pierwszy raz. Gotowa? – Entiri był spokojny, jakby była to niedzielna przejażdżka po lesie.
Smokowiec kiwnęła głową, szybko przygotowała smoczy ogień i wzięła głęboki wdech.
– Kombinacja: fala ognia – rzucił Entiri.
Pomarańczowe płomienie buchnęły z uniesionej ręki Kosy, lejąc się potężnym strumieniem, jakby były oliwą. Uderzyły o ziemię, rozeszły się na całą szerokość korytarza i popędziły do przodu.
W tej chwili Saphy zionęła swoim niebieskim, smoczym ogniem.
Błękitne płomienie zderzyły się z pomarańczową falą ognia, pożerając ją i rosnąc w sile. W ułamku sekundy w stronę kolejnej grupy biegnących w ich kierunku bestii popłynęła fala błękitnego, smoczego ognia, spopielając wszystko na swojej drodze.
Po chwili Saphy wykonała gest ręką, wygaszając smoczy ogień.
– Huu… dobrze, że nie jedziemy po piasku, inaczej wjechalibyśmy w rzekę roztopionego szkła – rzucił lekko zszokowany Brex.
Plask!
Entiri uderzył się otwartą dłonią w czoło.
– Nie pomyślałem o tym… mamy farta, że to nie piach – odparł krótko.
– Może mi ktoś wyjaśnić, co się stało? – zapytał zdezorientowany Rubeus.
– Smoczy ogień ma zdolność transformowania każdego typu płomieni w smoczy ogień… nie wiedziałeś? – odparła zdziwiona Saphy.
Rubeus nie odpowiedział.
Wbili się w kolejną falę, przebijając się z lekkością.
– Chyba się kończą, praktycznie nie wytraciliśmy prędkości – odezwał się kierowca.
Entiri znów sięgnął po lornetkę i spojrzał w dal.
– Widzę już tylko jakieś resztki. Jest ich za mało, żeby stworzyć falę – powiedział po chwili.
– W takim wypadku można odsapnąć. Karabiny zajmą się resztą – rzucił Brex, siadając na tylnej płycie pancerza.
Entiri też zsunął się z wieży na tylną płytę, by osłonić się od wiatru, po czym zapalił papierosa.
Mam niejasne wrażenie, że to dopiero początek problemów.
***
Parę minut później zobaczyli pierwszy zielony błysk, po którym nastąpił grzmot. Teren nagle się zmienił.
Do tej pory jechali przez wysuszone pustkowie – teraz znajdowali się na krawędzi lasu iglastego.
Ogarniętego pożarem, należy nadmienić.
– Według zwiadu powinno być tutaj skaliste pustkowie – rzucił Brex, zeskakując na ziemię.
– Widać ostatnia fala dorobiła trochę iglaków… a potem któryś oberwał piorunem – odparł Entiri.
– Co teraz? Próbujemy gasić pożar? – zapytała Saphy.
– Kosa raczej zna jakieś przydatne zaklęcie, mam rację? – powiedział Brex, patrząc na Entiriego.
– Znam. Ale po co?
– Musimy ugasić pożar, żeby założyć bazę.
– Aaa… nie. To głupie. Proponuję chwilę poczekać.
– Niby na co?
– Do wszystkich, zbliża się do nas fala! – usłyszeli przez komunikator.
Po chwili dostrzegli zniekształcenia przestrzeni. Fala przeszła przez nich, zmieniając ogarnięty pożarem las iglasty w dość rzadko porośniętą tundrę.
Temperatura nagle spadła do dziesięciu stopni poniżej zera, a z nieba spadły nieśmiało pierwsze płatki śniegu.
– Choćby na to – odparł z uśmiechem Entiri.
Brex i Saphy spojrzeli na niego z niedowierzaniem.
– Wiedziałeś?! – krzyknęli jednocześnie.
– Nie musicie się tak drzeć – rzucił, przysłaniając uszy, po czym dodał: – Fale są nieregularne, ale dość częste. Założyłem, że prędzej czy później przyjdzie kolejna, która odwali za nas część roboty.
– Gdyby nie pojawiła się wcześniej, to czekalibyśmy na nią? – zapytał zdziwiony Brex.
– Tak.
– Ale…
– Po prostu weźmy się do roboty, co? Trzeba rozstawić sprzęt. Ress znowu będzie mógł się pobawić – przerwał mu Entiri, patrząc lekko w prawo.
Wspomniany wcześniej Ress rysował właśnie mapę terenu, nanosił schematy i wydawał rozkazy.
– Przejmuję dowództwo nad magami – powiedział Kosa, odchodząc od Brexa i Saphy, którzy wciąż byli zaskoczeni jego lekkim zachowaniem. – Ress, jak dużego obszaru potrzebujemy?
Komentarze
Prześlij komentarz